Pies wyciągnął ze stołu kawałek sernika z rodzynkami, merda ogonem, je kolację i nic mu nie jest? To najgroźniejszy moment. Winogrona i rodzynki mogą uszkodzić psu nerki, a ostre uszkodzenie rozwija się w ciągu 24–72 godzin, także u psa, który przez pierwsze godziny wyglądał zdrowo. Dlatego dzwonisz do weterynarza od razu, zamiast czekać na objawy.
Dlaczego „nic mu nie jest” to pułapka
Zatrucie winogronami ma podstępny przebieg. Pies może przez kilka godzin zachowywać się zupełnie normalnie, bawić się i domagać jedzenia, a problem w nerkach już się zaczyna. Zmiany w badaniach krwi bywają widoczne dopiero później, więc nawet pierwszy wynik z lecznicy może wyjść prawidłowo.
Nie da się też z góry powiedzieć, ile rodzynek to „za dużo”. Zawartość szkodliwych substancji w owocach jest zmienna, a reakcja konkretnego psa nieprzewidywalna. Dlatego sam nie liczę, czy to były dwie rodzynki, czy dziesięć. Jeśli pies je zjadł, telefon do weterynarza jest pierwszym ruchem, szczególnie przy małym psie.
Ryzyko dotyczy jasnych i ciemnych winogron, z pestkami i bez. Rodzynki są jeszcze bardziej zdradliwe, bo po wysuszeniu składniki owocu są skoncentrowane, a pieczenie w cieście niczego nie neutralizuje. Podejrzewa się, że winny jest kwas winowy, który u części psów zaburza pracę komórek kanalików nerkowych, choć mechanizm nie został do końca wyjaśniony.
Oś czasu po zjedzeniu winogron lub rodzynek
- Pierwsze 6–12 godzin: zwykle wtedy pojawiają się pierwsze objawy, czasem później. To wymioty, luźny kał, brak apetytu, apatia, ból brzucha i osłabienie. Pies może więcej pić albo szybko się odwadniać.
- Od 24 do 72 godzin: czas, w którym może rozwinąć się ostre uszkodzenie nerek, nawet jeśli początek był łagodny albo obył się bez wymiotów.
Są sygnały, przy których nie ma na co czekać: pies rzadziej oddaje mocz albo wcale, jest bardzo osłabiony, ma drżenia mięśni, wymiotuje wielokrotnie lub nie utrzymuje wody. W takiej sytuacji nie ograniczam się do telefonu, tylko od razu jadę do lecznicy.
Co powiedzieć weterynarzowi przez telefon?
Dzwonisz do najbliższej lecznicy albo całodobowej kliniki, nawet jeśli pies wygląda świetnie. Najlepsze rokowanie daje reakcja, zanim pojawią się objawy. Lekarzowi przekaż:
- Co dokładnie zjadł: świeże winogrona, rodzynki, sernik, struclę, drożdżówkę, musli czy mieszankę studencką.
- Ile mogło tego być, choćby orientacyjnie.
- O której godzinie to się stało.
- Ile waży pies i czy ma już jakieś objawy.
Przy cieście czy płatkach śniadaniowych trudno policzyć rodzynki, dlatego zachowaj opakowanie albo zrób zdjęcie składu. Resztę jedzenia od razu schowaj, żeby pies nie wrócił po więcej.
Czego nie robić w domu?
- Nie wywołuj wymiotów na własną rękę solą, olejem, mlekiem, musztardą ani nadtlenkiem wodoru. Grozi to podrażnieniem, zachłyśnięciem i innymi powikłaniami.
- Nie „przepłukuj” psa dużą ilością wody. Gdy nerki zaczynają szwankować, nadmiar płynów może zaszkodzić.
- Nie czekaj, aż pies „sam pokaże”, że coś jest nie tak. To najczęstszy błąd właścicieli.
O tym, czy opróżnić żołądek, decyduje weterynarz, biorąc pod uwagę czas od zjedzenia i stan psa. W lecznicy sprawdza się krew i mocz, między innymi kreatyninę i mocznik. Ponieważ wyniki na początku mogą być prawidłowe, lekarz często zleca ich powtórzenie, a przy większym ryzyku pies dostaje płyny dożylne i zostaje na obserwacji.