Gotujesz pęczak do obiadu, a pies już siedzi przy kuchence? Zanim kasza spotka się z cebulą i skwarkami, ugotuj mu osobną porcję w samej wodzie, bez soli. Na start wystarczy łyżeczka wmieszana do karmy, a potem 24–48 godzin obserwacji. Psu szkodzą dodatki z obiadu, nie samo zboże.
Jak gotuję psią porcję obok rodzinnego obiadu
Robię to w jednym podejściu. Kasza dla rodziny idzie do dużego garnka z solą, psia do małego rondelka z czystą wodą. Zmywania jest trochę więcej, ale nie muszę się zastanawiać, czy do miski nie trafiło coś z przypraw.
- Odmierzam małą ilość kaszy i płuczę ją na sitku pod bieżącą wodą.
- Gotuję ją w samej wodzie do miękkości, zgodnie z opakowaniem. Nie dodaję soli, kostki rosołowej ani masła „dla smaku”.
- Pilnuję, żeby ziarna zmiękły, ale nie zamieniły się w gęstą, klejącą breję.
- Studzę kaszę, bo gorąca nie trafia do miski.
- Mieszam ją z karmą, którą pies zwykle je, zamiast kłaść obok osobną kupkę.
Rodzaj kaszy ma drugorzędne znaczenie. Pęczak jest najmniej przetworzony i ma najwięcej struktury, a kaszę wiejską i perłową łatwiej rozprowadzić w karmie. Po porządnym ugotowaniu każda z nich sprawdzi się u zdrowego psa podobnie. Odpada tylko kasza sucha lub twarda, bo takie ziarno trudniej strawić.
Czym miska psa różni się od talerza domowników?
Przy niedzielnym obiedzie łatwo o pokusę, żeby zgarnąć psu resztki z półmiska. Kasza z talerza rzadko jest już jednak samą kaszą. Do psiej miski nie trafia u mnie:
- kasza z podsmażoną cebulą albo czosnkiem,
- kasza gotowana na bulionie z kostki,
- kasza polana sosem, z pieprzem lub ostrymi przyprawami,
- kasza ze skwarkami albo smażona na tłuszczu,
- kasza wymieszana z kiełbasą, boczkiem czy innym tłustym mięsem.
Taki talerz łączy naraz za dużo tłuszczu, soli i przypraw. U psa może się to skończyć biegunką, wymiotami albo zaostrzeniem kłopotów z trzustką. Sam jęczmień nie jest dla psa toksyczny i pojawia się nawet w składzie niektórych karm jako źródło błonnika.
Ile kaszy dla małego, a ile dla dużego psa
Jednej porcji dla wszystkich psów nie ma. Inaczej je mały kanapowiec, a inaczej duży, aktywny pies po długim spacerze. Liczą się masa ciała, wiek, ruch i kondycja. Ważne jest też to, czy kasza jest dodatkiem do karmy, czy elementem diety domowej.
Start jest za to wspólny: łyżeczka kaszy w karmie i obserwacja przez 24–48 godzin. Jeśli kał jest w normie, a pies nie ma gazów ani przelewania w brzuchu, duży pies może później dostać więcej niż mały. Nadal jest to jednak niewielki dodatek, a nie podstawa posiłku. Kasza dokłada kalorii, więc gdy pies dostaje w ciągu dnia przysmaki i gryzaki, a tym bardziej gdy ma nadwagę, ograniczam ją jeszcze mocniej.
Nie podaję jej codziennie, bo nie ma takiej potrzeby. Kasza daje głównie skrobię, energię i błonnik oraz odrobinę białka, witamin z grupy B i minerałów. Nie zapewnia tauryny, wapnia ani dobrze zbilansowanych aminokwasów. Duża porcja dołożona do pełnoporcjowej karmy zaburza proporcje składników, a nadmiar błonnika potrafi rozluźnić stolec.
Gdy po pierwszej łyżeczce pojawi się luźna kupa albo wymioty, odstawiam kaszę i wracam do tego, co pies dobrze znosi. Nie wprowadzam jej też tego samego dnia co innych nowości, bo później nie wiadomo, co zaszkodziło.
Kiedy jęczmień w misce odpada
Jęczmień zawiera gluten, więc nie nadaje się dla psa z rozpoznaną reakcją na ten składnik ani dla psa na ścisłej diecie eliminacyjnej. Ostrożność obowiązuje też przy przewlekłej biegunce, chorobach jelit, zapaleniu trzustki, cukrzycy, nadwadze i karmie weterynaryjnej. W takich przypadkach każdy dodatek warto omówić z lekarzem weterynarii.
Bywa, że pies dobierze się do dużej ilości kaszy albo do przyprawionej potrawy. Jeśli potem wymiotuje raz za razem, ma krew w kale, wyraźnie boli go brzuch, słabnie lub wygląda na odwodnionego, trzeba jechać do weterynarza. Pojedyncza miękka kupa po nowym dodatku zwykle nie jest jeszcze powodem do paniki.