Wołasz psa w parku po raz trzeci, a on biegnie dalej za zapachem. W takiej chwili łatwo pomyśleć o obroży na prąd. Brytyjskie badania pokazują jednak, że trening nagrodami uczy przywołania co najmniej tak samo dobrze. Pies nagradzany częściej wraca już po pierwszym „do mnie” i robi to szybciej.
Wiele razy słyszałem, że przy psie, który ucieka, „bez prądu się nie da”. Dlatego przejrzałem trzy brytyjskie publikacje, które badały właśnie psy niewracające na wołanie. Tezy o przewadze obroży żadna z nich nie potwierdza.
Trzy grupy psów i ten sam kłopot z powrotem
Najmocniejszy test opisuje praca z 2020 roku. Jej autorzy to China, Mills i Cooper, a ukazała się w czasopiśmie Frontiers in Veterinary Science. Wzięły w niej udział 63 psy, które sprawiały kłopot bez smyczy, w tym słabo wracały na wołanie. Podzielono je na trzy grupy po 21 psów, a trening trwał łącznie do 150 minut w ciągu 5 dni.
Pierwszą grupę szkolili trenerzy polecani przez producentów obroży elektronicznych i używali tych urządzeń. Drugą prowadzili ci sami trenerzy, tyle że bez impulsów elektrycznych. Trzecią zajęli się niezależni trenerzy, którzy pracowali głównie nagrodami.
Pies z nagrodą reaguje na pierwsze wołanie
Wyniki grupy trenowanej nagrodami wyglądały tak:
- po jednym poleceniu „do mnie” i „siad” psy reagowały istotnie lepiej,
- reagowały szybciej niż psy z obrożą elektroniczną,
- trenerzy musieli wydawać im mniej komend,
- odsetek zignorowanych poleceń był podobny we wszystkich trzech grupach.
Ostatni punkt warto zapamiętać, jeśli liczysz, że prąd wymusi posłuszeństwo. Psy z obrożą wcale nie ignorowały komend rzadziej. Autorzy napisali wprost, że ich wyniki obalają sugestię, jakoby trening z obrożą był skuteczniejszy, i to nawet w rękach doświadczonych trenerów.
Czy obroża przynajmniej nie szkodzi?
Na to pytanie odpowiada wcześniejsze badanie z 2014 roku, opublikowane w PLoS ONE przez zespół Coopera. Tu także zbadano 63 psy, które nie wracały na wołanie, a każda z trzech grup liczyła 21 zwierząt. Ćwiczenia zajęły 4–5 dni, codziennie dwa spotkania po kwadrans.
Po szkoleniu 92% opiekunów widziało poprawę, a pod tym względem żadna z grup nie wypadła wyraźnie lepiej od pozostałych. Obroża nie dała więc nic ponad to, co dały nagrody. Za to psy z obrożą dłużej pozostawały spięte, ziewały więcej i mniej chętnie badały to, co działo się wokół nich. Ich opiekunowie byli też mniej pewni, czy sami będą dalej pracować pokazaną metodą.
Jedno zastrzeżenie jest uczciwe: pomiar kortyzolu, czyli hormonu stresu, w ślinie i moczu psów nie pokazał wyraźnej różnicy. O tym, że obroża obciąża psa, świadczy jego zachowanie, a nie wynik laboratoryjny.
Co mówią opiekunowie z Anglii
Trzecie źródło to ankieta z 2012 roku, którą zespół Blackwella opublikował w BMC Veterinary Research. Zdalnie sterowanej obroży elektronicznej używało 3,3% opiekunów, czyli 133 osoby. Wśród osób, które ćwiczyły przywołanie albo oduczały psa gonienia, ci stosujący nagrody istotnie częściej zgłaszali sukces.
To jednak opinia opiekunów, a nie pomiar zachowania psa. Obliczenia autorów tłumaczyły zaledwie około 10% rozbieżności między grupami, a na wybór metody wpływały też płeć opiekuna i udział w kursach.
Co z tego zabrać na spacer
Pierwszy wniosek jest prosty: nagradzanie wystarcza. Drugi dotyczy samego wołania. Badanie z 2020 roku mierzyło, czy pies reaguje po pierwszej komendzie, więc celem nie jest powtarzanie „do mnie” pięć razy. Trzeci wniosek to obserwacja psa: napięcie, ziewanie i brak zainteresowania otoczeniem są sygnałem, że trzeba zmienić podejście.
Trzeba też pamiętać o ograniczeniach. Psy szkolili doświadczeni trenerzy, trening trwał kilka dni, a grupy liczyły po 21 psów. Badania nie porównywały też rodzaju smakołyku, miejsca ćwiczeń ani długiej linki. Jeśli pies ucieka za zwierzyną i problem nie mija, warto pójść do weterynarza, który wykluczy przyczyny zdrowotne, a potem do certyfikowanego behawiorysty.